wtorek, 5 marca 2013

2...


Budzę się kilka minut po 8. Judyta obejmuje mnie w pasie, czym uniemożliwia jakikolwiek ruch. Nie chcę jej budzić, więc czekam aż ona pierwsze podniesie się z łóżka. Wpatruję się w jej twarz i zastanawiam  jak będzie wyglądało nasze wspólne życie po ślubie. Będę grał, zarabiał na dom, a Judyta zajmie się domem i dzieckiem. Nie liczę na to, że będę miał ciepłe obiadki czy wyprasowane koszulki treningowe. Judyta nie z tych, które lubią takie zajęcia. We Włoszech dwa razy w tygodniu przychodziła specjalnie zatrudniona do tych czynności kobieta. Matysiak lubi wydawać pieniądze na to, co mogłaby zrobić sama.
-Kochanie…- mruczy pod nosem i przekręca się na drugi bok. Mogę opuścić łóżko. Zakładam szlafrok i udaję się do łazienki. Na korytarzu mijam uśmiechniętą teściową, w kuchni siedzi teść. Jednym słowem wszyscy razem tworzymy „szczęśliwą rodzinkę”. Wchodzę do łazienki, zatrzaskuję drzwi i wreszcie czuję się sobą. Tu nie muszę udawać szczęśliwego Michała. Rzucam szlafrok i wchodzę do kabiny. Zimne krople czuję na twarzy, karku i plecach. Prysznic nie trwa wiecznie. Wycieram ciało puszystym ręcznikiem i zabieram się za golenie. Mam tu wszystkie swoje przybory, osobną półkę w łazience i miejsce przy stole. Mimo to czuję się tu obco. Całe szczęście, że w Żorach zaczniemy od zera. Na ogoloną twarz wrzucam uśmiech z serii tych, które narzeczona chce oglądać. Wychodzę za łazienki i słyszę zaproszenie na śniadanie. Siadam na swoim miejscu przed talerzem kanapek z tym co lubię. Wiedzą o mnie wszystko, a mimo to jest mi tu źle.
-Muszę wychodzić. Dziś czeka mnie ważne konsylium.-ojciec Judyty jest lekarzem. Podziwiam go, mimo że tak strasznie cała rodzina Matysiaków działa mi na nerwy.
-Znów ta dziewczynka?- na pytanie żony twierdząco kiwa głową. Dla przyzwoitości także zabiorę głos.
-Ciężki przypadek tak?- karcę się w myślach za tak idiotyczne pytanie. Matysiak senior na swoim oddziale ma same beznadziejne przypadki. Jest ordynatorem na onkologii dziecięcej.
-Beznadziejny. Potrzebny jest przeszczep, a dawców brak. Matka ma za sobą długotrwałe leczenie serca i nie można jej narażać.- mimowolnie się prostuję. Moja Blanka miała problemy z sercem.
-A ojciec?- kolejne pytanie pani Alicji.
-Nie uczestniczy w jej życiu. Chciałbym tak strasznie jej pomóc, bo to złota dziewczynka. Apropo dzieci. Michał pamiętaj, że dziś jesteście umówieni na kontrolne USG.- kiwam głową. Ta wizyta jako tako trzyma mnie w ryzach.
-Witam rodzinkę i mojego przyszłego męża.- Judyta całuje mnie czule, tak jakby manifestując naszą miłość. Nie lubię tego, dlatego odrywam się od niej i mówię najmilej jak tylko potrafię.
-Witaj.- nie stać mnie na nic innego. Widzę jakie porcje układa na swoim talerzu i szczerze uśmiecham się pod nosem. Maleństwo ma apetyt po mnie. Podnoszę się od stołu i podążam do sypialni. Wyciągam ze spodni komórkę. Jeżdżę palcem po ekranie i do głowy nie przychodzi mi nic innego, jak tylko rozmowa ze Zbyszkiem. Po kilku sygnałach odbiera zaspany i jakiś podenerwowany. Nie zaprzątam mu zatem głowy swoimi problemami. Wymyślam na poczekaniu pretekst próby kontaktu. Rozmawiamy chwilę. Znów ze wszystkim jestem sam. Szukam w kontaktach innego powiernika. Bartuś? Nie. On gotów przyjechać i zlinczować Judytę za to, że jej osoba jest powodem kiepskiego stanu mojej psychiki. Może Cichy? Naciskam zieloną słuchawkę. Po głosie poznaję, że z jego nastrojem wszystko w porządku. Zalewam go swoimi żalami. Jestem bliski płaczu, a po drugiej stronie słyszę kilka cennych, ale niestety niewykonalnych rad. Na koniec Piotrek zapewnia, że mogę na niego liczyć. Dziękuję mu serdecznie i rozłączam się. Przynajmniej jest mi lżej.
-Kochanie pośpiesz się, za chwilę wychodzimy!- nie protestuję. Może na powietrzu poczuję się lepiej.

~*~

Jesteś w szpitalu kolejną noc. Zastanawiasz się jak to możliwe, że masz jeszcze siłę, by trzymać się na nogach. Spoglądasz na twarz córki i odnajdujesz źródło swojej siły. To maleńka szatynka, która kurczowo trzyma się twojej dłoni. Ma trzy latka i widmo tego, że nie dożyje kolejnej wiosny. Już nie płaczesz, bo nie masz łez. Starasz się być silna, choć od środka powoli rozpadasz się na kawałki. Chciałabyś być na jej miejscu i przejąć na siebie białaczkę. Niestety nie możesz tego zrobić. Możesz się tylko modlić, by znalazł się dawca. Obwiniasz się za to, że nie stać cię na wyleczenie własnego dziecka. Odsuwasz się na bok, kiedy w sali pojawia się sztab medyczny. Kiedyś chciałaś być jedną z nich. Dziś marzysz tylko o wyleczeniu córki. Słuchasz kolejny raz tych samych, utartych w przypadku niej schematów.
-Tylko przeszczep może ją uratować. Pani Blanko, może potrafi pani skontaktować się z ojcem Michalinki?- spuszczasz wzrok. Jest ci wstyd, że Michalina nie zna swojego ojca, a on nie ma o niej pojęcia.
-To jedyna szansa.- twoje samopoczucie sięga dna. Patrzysz na córeczkę i wiesz, że zrobisz to. Zrobisz wszystko, by była zdrowa.
-Spróbuję.- widzisz poświatę uśmiechu na twarzy ordynatora. Kiedy wychodzą, siadasz z powrotem na swoim miejscu i chwytasz dłoń Michaliny. Dostrzegasz, że powoli zasypia. Jest zmęczona. Całujesz jej czoło i wychodzisz na korytarz. Sięgasz po telefon i dzwonisz. Nie do Michała, do Zbyszka.
-Spotkam się z nim.- rzucasz krótko i zwięźle. Oni wszyscy wiedzą jaka jest prawda. Mówią ci, że Michał też powinien wiedzieć. Decydujesz się na ten krok tylko i wyłącznie ze względu na dziecko. Zbyszek jest zadowolony. Obiecuje przyprowadzić Michała do szpitala. Zastanawiasz się jak poprosisz go o pomoc, jak powiesz mu o Michalinie. Może Zbyszek to zrobi? Nie, bo on i tak wystarczająco ci już pomógł.
-Pani Blanko zabieramy małą na badania.- kiwasz głową i wychodzisz. Potrzebujesz prysznicu, snu lub mocnej kawy. Przemierzasz szpitalne korytarze, by znaleźć się w bufecie. Musisz przemierzyć oddział ginekologiczno-położniczy. Słyszysz płacz płynący z dziesiątek małych gardziołków i wrzask rodzącej kobiety. Przypominasz sobie swój poród. Chociaż nie, ty miałaś cesarskie cięcie. Chwytasz za klamkę głównych drzwi i czujesz, że ktoś próbuje otworzyć je z drugiej strony. Ustępujesz i czekasz aż otworzy je ktoś inny, a ty przy okazji przemkniesz na drugą stronę. Podnosisz głowę i nie wierzysz. Chcesz się uszczypnąć, ale nie wierzysz, że to przewidzenie. On jest blisko. Czujesz jego zapach. Widzisz go, ale i zakłopotanie szatynki trzymającej go za rękę. Wydaje ci się, że czas stanął w miejscu.
-Misiek chodź.-przypominasz sobie jak to ty tak do niego mówiłaś. Odprowadzasz ich wzrokiem, by po chwili pospiesznie stamtąd pójść. Opierasz się o ścianę i zjeżdżasz w dół. Sięgasz po telefon i znów dzwonisz do Zbyszka.
-Michał będzie miał dziecko?- nie słyszysz odpowiedzi. Nalegasz i w końcu ją słyszysz. 
-Tak Blanka. Za dwa tygodnie bierze ślub, ale…- reszty nie słuchasz. Wiesz, że twoja córeczka będzie musiała poczekać na innego dawcę, bo Michał należy do kogoś innego. Zalewasz się łzami choć wiesz, że to nie pomoże. Michalinka jest silna i wierzysz, że wytrzyma. Musisz wierzyć…

~*~

Czekam aż ktoś pomoże zrozumieć mi to, co miało miejsce kilka chwil wcześniej. Przed oczami stoi obraz Blanki, choć tyle czasu walczyłem sam ze sobą, by ten obraz wymazać z pamięci. Wstaję, kiedy lekarz pojawia się na korytarzu i wchodzę do gabinetu. Judyta jest już przygotowana do USG, więc i ja siadam obok niej. Lekarz jeździ głowicą po jej brzuchu, co i raz wskazując palcem na ekran monitora.
-Chcą poznać państwo płeć dziecka? Myślę, że jestem to już w stanie zdiagnozować.- widzę jak Judyta ochoczo kiwa głową. Podzielam jej entuzjazm, mimo że w tym momencie nic nie jest w stanie skupić mojej uwagi.
-Zdrową i silną dziewczynkę powitacie państwo na świecie za cztery miesiące.- córeczka? Moje marzenie spełniło się. Zawsze chciałem mieć córkę. Z Blanką ustaliliśmy nawet imiona. Jakie propozycje szykuje dla mnie Matysiak? Nie mam pojęcia. Pomagać Judycie wytrzeć lepki żel z jej brzucha, by po chwili zostać wyproszonym z gabinetu. Nie rozumiem tego, przecież jestem ojcem i w niedalekiej przyszłości mężem. Posłusznie jednak wychodzę i siadam na krzesełku. W oczekiwaniu na narzeczoną dzwonię do Zbyszka.
-Wiesz co się dzieję z Blanką?- nie silę się na zbędne powitania, bo jesteśmy na takim etapie, że jest to niepotrzebne. W odpowiedzi na swoje pytanie słyszę kilka wymijających zdań.
-Zbyszek wiesz czy nie?- stawiam sprawę jasno i stanowczość opłaca się. Bartman mówi, że mogę szukać Blanki na oddziale onkologii… dziecięcej. Bez pożegnania rozłączam się i chowam twarz w dłonie. Judyta siada obok mnie i wtula w moje ramię.
-Chciałeś mieć córeczkę i masz. Już nawet wiem jak damy jej na imię.- ja teraz zastanawiam się co dzieje się z dzieckiem brunetki. Czy też ma córeczkę o której marzyła?
-Misiek słuchasz mnie?- kiwasz głową. Mówiła coś o swoim pomyśle na imię.
-Jakie to imię?
-Odetta, Odetta Kubiak.- krzywię się. Moja pierwsza córka miała mieć na imię Michalina Blanka…

~*~
Także tego...tak to się przedstawia na chwilę obecną, że z innymi opowiadaniami jestem w lesie, bo kolejny raz los dał mi pstryczka w nos i bestialski sposób wszystkie moje zapasy rozdziałów zniknęły z komputera. Może nie wszyscy wiedzą, ale już po raz trzeci w niewielkim odstępie czasu. Nie poddam się, ale musicie trochę uzbroić się w cierpliwość i wziąć poprawkę na to, że w moim przypadku odtworzone rozdziały są do d...kitu chciałam powiedzieć. Jeśli chodzi o cień nadziei to mam szczęście, że wszystko mam w zeszycie oprócz czasu na przepisywanie. Nauczycielom w szkole po feriach poprzestawiała się w dupach i myślą, że jak oni naładowali swoje baterie, to inni też mają podobnie. Co oni nie wiedzą, że jest sezon plusligi i człowiek o mały włos nie schodzi na zawał przed telewizorem czy zwykłą relacją "punkt po punkcie"? W ten oto sposób chce nawiązać do wczorajszego meczu rozstrzygającego awans do półfinału i z tego oto miejsca gratuluję Resovii i ich kibicom. Ja ze swojej Skry i tak jestem już dumna(może nie z wszystkich zachowań, ale zawsze), a Sovii życzę dalszych sukcesów. Dla mnie na chwilę obecną półfinałowe zmagania są tylko i wyłącznie okazją do obserwacji czystej gry, bez większej dawki emocji. Komu będę kibicować? Mam swojego cichego faworyta i napiszę Wam po ostatnim gwizdku sezonu 2012/2013.
Nie wiem skąd u mnie ten monolog, ale ostatnio u mnie w domu nie ma nikt głowy do sportu, więc Wy musicie czytać moje spostrzeżenia. Jeśli chodzi o bloga, to notki będą się pojawiać regularnie co dwa tygodnie we wtorek. Pytanie do Was następujące czy mam docierać z powiadomieniami czy dacie radę dotrzeć " na własną rękę"?
2. z dedykacją dla Caroline. Za co ? Za to, że po raz pierwszy od bardzo dawna miałam okazję czytać coś, od czego nie mogłam się oderwać. Jeśli Ty jesteś uzależniona od moich opowiadań, to nie wiem jak mam nazwać to, co ja czuję czytając anielską perwersję :)))
Pozdrawiam i do napisania za dwa tygodnie :***